Czy na Jurze dalej mydło?
Czy trawa pod Dupą Słonia skoszona?
Czy w Brandysówce dalej dobre jedzonko?
I najważniejsze: czy projekty dalej poza zasięgiem?
Na te i jeszcze kilka innych pytań postanowiliśmy odpowiedzieć niezwłocznie po rozpoczęciu wakacji. Tradycyjnie już zawitaliśmy do doliny Będkowskiej, czyścić kolejne połacie ściany, odkrywając swoje mocne i słabe strony. Weryfikując okrągły rok pracy. Rok, który tej ekipie minął wyjątkowo pracowicie.
I nie chodzi o samą cyfrę. Chodzi o pewną świadomość, mechanizm który te dzieciaki coraz lepiej rozumieją, dostrzegając w swoim warsztacie. W chwili, gdy robią ruchy, które rok temu były niemożliwe. Stają na stopniach, które podobno “pływały”. Robią wpinki z chwytów, których rok temu nie było. I to się dzieje nie tylko na życiówkach, ale nawet najprostszych drogach. Pojawia się magiczna swoboda na czymś, co rok temu przyprawiało o drżenie kolan, a hasło “mydło” przestaje mieć znaczenie.
W tym roku dwie nowe twarze: Zuzia i Max. Przyjechali posmakować jurajskiej magii pierwszy raz. Zaczęli delikatnie, na wędeczke. IV-ki i V-ki. Trzeciego dnia pierwsze prowadzenia. Z każdym kolejnym nabierali coraz większej pewności siebie, do tego stopnia, że oboje otworzyli sobie pierwsze poważne projekty. Max w trudności VI, a Zuzia VI+.
Oboje dali z siebie wszystko, wprawiając nas w niemałe zdziwienie swobodą i chęcią walki. Nawet kilkumetrowe loty nie były im straszne, a pamiętajmy że mają odpowiednio 10 i 9 lat! 😮 Strach pomyśleć z jakimi aspiracjami przyjadą za rok.
Następny uczestnik to Franek. Rok temu zostawił kilka projektów, które miał skończyć, ale ze względów na pecha Franek większość 2025 roku spędził na zwolnieniu lekarskim. W związku z tym, bez formy cisnął prostsze drogi, a jak się już jako tako rozwspinał, próbował sił na czymś mocniejszym niż rok wcześniej (viva otwarte projekty). Niestety pozamykać się nic nie udało, ale VI.1+ czeka na niego i śmiało można powiedzieć, że Franek długoterminowo ma przewagę w tym starciu. 🙂
Natalka była największą zagadką tegorocznego wyjazdu. Problemy zdrowotne wycięły ją na kilka miesięcy, a później uniemożliwiły powrót na 100%. Na szczęście i ona i my uczymy się funkcjonować w trosce o jej zdrowie i powoli nasze horyzonty na trening i dobrą zabawę się poszerzają. Natalka nie miała ambicji. Po prostu się powspinać. Tym bardziej zaskoczeniem było, gdy drugiego dnia wstała, powiedziała że chce prowadzić i zrobiła VI.1 flashem! Natalka rok temu zrobiła VI+ RP i to była jej życiówka. Dosłownie nas zamurowało. Później patentowanie głównego celu, jakim było VI.2+/3 o nazwie “Prawy Meningitis”, ale tutaj musieliśmy odpuścić. Ostatecznie celem stał się ‘16 Jan Łary” za VI.1+. Droga ostatecznie nie siadła, ale biorąc pod uwagę całokształt, jesteśmy mega zaskoczeni i szczęśliwy tym co Natalia nam zaprezentowała na tym wyjeździe. Przede wszystkim motywacją i walką do końca. Brawo!
Ala to mózg tego teamu. Mózg odpowiedzialny za nadmiar ciepłych ciuchów, panikowanie i czarne scenariusze. Taka jest i za to ją lubimy. Ala jest też ambitna. Miała jeden otwarty projekt z zeszłego roku za VI.1. Chciała otworzyć nowe i….pierwsze dwa dni były złe. Dużo paniki, głupich błędów ostatecznie skończyło się z nogą pod liną i przetartym kolanem. Rany wojenne, które nie ostudziły jej zapału, Poszliśmy na dupę, Ala wstawiła się w “Prawego”, stwierdziła, że to nie dla niej i dołaczyła do Franka na “16 Jan Łarze”. Również nie siedział, ale to była kwestia jednego ruchu. Nadszedł dzień restowy, a po nich poznaliśmy nową Alę. Taką, która wyjaśniła zeszłoroczne VI.1 z rozwieszaniem eksów (od razu zdjęła i mogliśmy wracać do bazy 😀). Była to jej nowa życiówka, ale nie na długo, bo Ala także zrobiła “16” i wyjazd zakończyła z VI.1+ na koncie! <3
O kolejnej trójcę będę pisał razem, bo przyjechali robić to samo i do końca na tym walczyli. Lila, Iga i Pawełek mieli ambicje powtórzyć zeszłoroczny sukces Heli i zrobić Prawego. Nie otwierać, a zrobić. Skupieni, spięci, od 3. dnia cisnęli. Wpierw na wędeczke, później z dołem. Każde z kolejną wstawką dalej, lecz od celu daleko. Pierwsza z projektu odpadła Lila. Lekko naciągnięta szyja uniemożliwiła danie z siebie 100%. Czy ją to załamało? Nie. Walnęła na pocieszenie “16” flashem i wraca z nową życiówką. Podobnie zrobiła Iga, bo kolejnej ofiarnej wstawce (Iga odkryła miłość do odpadania przy robieniu wpinek), podjęła decyzje, że palce mają dość i trzeba będzie wrócić. Śladem Lili zflashowała “16” i tak zakończyła wyjazd. Ostatni z tej trójki, Pawełek odkrył pasję za to do tańczenia nogami. Na każdym ruchu. Nawet w miejscach, gdzie stopień był oczywisty. Jeśli dziewczyny potrzebowały 5 minut na wstawkę, to on po 5 minutach był przy drugiej wpince. Dochodził najdalej z całej trójki, ale ciągle brakowało siły w kluczowym momencie. I w tym momencie pojawia się Antoni, starszy kolega działający równolegle do Młodych. Zakłada się z Pawełkiem o deser na powrocie. Szczegółów nie znam, ale podziałało, bo Pawełek wpierw wbiegł do cruxa (Dosłownie! Wstawka trwała przynajmniej 2x krócej niż zwykle!), by następnie z ogromnym zapasem zrobić kluczowy ruch i wpinkę…i w tym momencie zaczęły się jaja, bo nikt nie zakładał takiego obrotu, Pawełek patentów nie pamiętał, zresztą my również! Z każdym ruchem Młody wyraźnie opadał z sił, ale wsparcie z dołu pozwoliło mu “nie zepsuć” sekwencji i finalnie skończyć! Czy byliśmy zaskoczeni? Bardzo. Czy ktoś przed wyjazdem spodziewał się takiego obrotu: chyba nawet Pawły (obaj) nie do końca w to wierzyli. Finalnie jednak stało się. Pawełek, który co warte odnotowania, lat ma 10 i trochę, poprowadził “Prawego Meningitisa” za VI.2+/3.
I na koniec została Hela. Najmocniejsza. Rok temu rozprawiła się z Meningitisem i trochę “z przypału” wstawiła w VI.4 o nazwie “Massive Attack”. Wtedy doczłapała się do drugiego cruxa, który był poza jej zasięgiem. W tym roku target był prosty. Rozliczyć się 🙂
Pierwsze wstawki nie wróżyły dobrze. Hela łatwo się rozkojarzała, gubiła patenty. Na drugi crux znalazła patent, który…nie był powtarzalny 🙁 I tak z każdą wstawką było lepiej, aż nadszedł ostatni dzień wspinania. Wtedy w ostatniej wstawce Hela po prostu przeszła całość. Bez wyraźnych problemów, bez zawieszeń, bez pomyłek. Po prostu zrobiła. Szok, niedowie…a nie, wszyscy wierzyliśmy, że to zrobi. W końcu to Hela 😀
Generalnie ten rok obfitował w życiówki, loty, walkę do samego końca. Rany, kryzysy. Było wszystko. W dodatku w tym roku nie przeżyliśmy ani jednej burzy, co jest dużym zaskoczeniem. Równie wielkim, jak upał który nas dopadł. Ja rozumiem, że na Dupie jest lampa, ale pierwszy raz doszło do sytuacji, byśmy przesuwali wspin na popołudnie. Dla wszystkich :O Na szczęście nie odbiło się to mocno na wspinaczce, choć były kryzysy. Na szczęście przy Brandysówce jest strumyk i pomost, więc baldzik jak znalazł 😛
Czy wrócimy za rok? No pewnie że tak. Mamy jeszcze masę dróg, Młodzi już dziś wiedzą po co trenują, a nic nie daje takiej satysfakcji jak stary projekt robiony na rozgrzewkę.
Brawa dla nich wszystkich!
Rośnie kolejne pokolenie potworków 😛











